Ten moment, kiedy kurs się kończy, a pewności siebie wciąż brakuje
Znasz to uczucie? Ostatnia jazda z kursu za tobą, instruktor mówi „dobra robota”, a ty i tak wsiadając za kierownicę na egzamin czujesz motyle w brzuchu. To zupełnie normalne. Kurs na prawo jazdy kat. B trwa zwykle kilka tygodni i choć uczy podstaw, nie każdemu daje tyle godzin za kierownicą, ile faktycznie potrzeba, żeby poczuć się pewnie. I tu właśnie pojawia się pytanie, które zadaje sobie mnóstwo kursantów w Poznaniu: czy dokupić dodatkowe jazdy, czy po prostu zaryzykować i podejść do egzaminu z tym, co już umiem?
Odpowiedź nie jest jednoznaczna, ale są konkretne sygnały, które podpowiadają, kiedy taka inwestycja się opłaca.
Skąd wiesz, że przydałyby ci się dodatkowe jazdy?
Po pierwsze – zwróć uwagę na to, co dokładnie sprawia ci trudność. Jeśli potrafisz swobodnie jeździć w spokojnej okolicy, ale panikujesz na Ronda Kaponiera albo przy parkowaniu równoległym na wąskiej uliczce w centrum, to znak, że potrzebujesz nie tylko „więcej jazdy”, ale jazdy w konkretnych, trudnych warunkach.
Po drugie – czas. Jeśli od ostatniej jazdy z instruktorem minęło kilka miesięcy (bo np. czekałeś na termin egzaminu w WORD-zie), odruchy i pewność ruchu naturalnie słabną. To nie oznacza, że zapomniałeś jeździć – po prostu twoje ciało i głowa potrzebują odświeżenia.
Po trzecie – wcześniejsza porażka na egzaminie. Jeśli podszedłeś do egzaminu i się nie udało, jazdy doszkalające to często najlepsza droga, żeby zrozumieć, co dokładnie poszło nie tak, i popracować punktowo nad tym elementem, zamiast zgadywać.
Ile jazd doszkalających naprawdę potrzebujesz?
Tu nie ma jednej magicznej liczby – i każdy uczciwy instruktor to powie wprost. Czasem wystarczą dwie, trzy godziny skupione na jednym manewrze, na przykład parkowaniu prostopadłym, żeby poczuć różnicę. Innym razem, zwłaszcza po dłuższej przerwie, lepiej zaplanować pięć czy sześć jazd rozłożonych w czasie, żeby oswoić się z ruchem miejskim, skrzyżowaniami i różnymi porami dnia.
Dobra praktyka to rozmowa z instruktorem po ostatniej jeździe kursowej – on widzi twoje słabe punkty najlepiej i potrafi realnie ocenić, czy chodzi o kwestię techniczną, czy raczej o stres, który miną same jazdy próbne blisko terminu egzaminu.
Jak to wygląda w praktyce – przykład z Poznania
Wyobraź sobie sytuację: kursant kończy kurs, zdaje teorię bez problemu, ale na jeździe egzaminacyjnej gubi się przy zawracaniu na wąskiej ulicy. Zamiast zapisywać się na kolejny pełny kurs, umawia dwie godziny jazd doszkalających w trasach zbliżonych do tych używanych przez WORD w Poznaniu. Efekt? Za drugim podejściem zawracanie przestaje być problemem, bo ciało „zapamiętało” ruch w realistycznych warunkach.
Właśnie dlatego szkoły jazdy w Poznaniu, takie jak OSK Pegaz, coraz częściej oferują elastyczne pakiety godzin doszkalających – bez konieczności zapisywania się na cały kurs od nowa. To rozwiązanie szczególnie wygodne dla osób, które już mają prawie wszystkie umiejętności, ale potrzebują dopracować jeden, dwa konkretne elementy.
Kiedy dodatkowe jazdy to niekoniecznie dobry pomysł
Są też sytuacje, w których dokupowanie kolejnych godzin nie rozwiąże problemu. Jeśli twoja niepewność wynika głównie ze stresu przedegzaminacyjnego, a nie z braków w umiejętnościach, więcej jazd może wcale nie pomóc – czasem lepiej popracować nad opanowaniem emocji, na przykład poprzez rozmowę z instruktorem o samym przebiegu egzaminu, żeby oswoić niewiadomą.
Warto też uczciwie ocenić, czy nie odkładasz w ten sposób decyzji o podejściu do egzaminu w nieskończoność. Kilka dodatkowych jazd to naturalne i mądre posunięcie – kilkanaście „na wszelki wypadek” bywa już tylko kosztowną formą zwlekania.
Jak wybrać odpowiednią szkołę jazdy w Poznaniu
Szukając miejsca na jazdy doszkalające, zwróć uwagę na kilka rzeczy: możliwość wykupienia pojedynczych godzin bez zapisu na cały kurs, elastyczność w doborze trasy (najlepiej zbliżonej do egzaminacyjnej) oraz to, czy instruktor daje konkretną, rzeczową informację zwrotną, a nie tylko ogólnikowe „jedziesz coraz lepiej”. Szkoły takie jak OSK Pegaz w Poznaniu często pozwalają wybrać konkretnego instruktora, co ma znaczenie – zaufanie i dobra komunikacja z osobą prowadzącą jazdę potrafią zdziałać więcej niż sama liczba przejechanych kilometrów.
Na koniec
Dodatkowe jazdy przed egzaminem to nie oznaka porażki ani „gorszego” kursanta – to po prostu mądre doinwestowanie w swoją pewność siebie tam, gdzie najbardziej jej potrzebujesz. Jeśli czujesz, że jeden konkretny element cię blokuje, kilka dobrze zaplanowanych godzin za kierownicą może dać ci dokładnie taki spokój, jakiego potrzebujesz, żeby na egzaminie skupić się na jeździe, a nie na stresie.
